Kobuleti, Batumi i Ureki – wakacyjne wspomnienia

Nad wybrzeżem Morza Czarnego znaleźliśmy się nieco przypadkiem. Akurat w Kobuleti wypadło nam szkolenie, trwające 4 dni (jedno z obowiązkowych szkoleń podczas wolontariatu). No więc przybywamy do Kobuleti pociągiem jadącym prosto z Tbilisi. Nasza podróż trwała około 4 godzin, ale w jakich warunkach! Niejeden polski pociąg może się schować! Gruzja inwestuje w transport i widać to na każdym kroku (no może pomijając marszutki;)). Wracając, więc do wybrzeża to udało nam się zobaczyć jeszcze Batumi i Ureki – potem pognaliśmy do Abchazji.

Kobuleti to mała nadmorska miejscowość, gdzie można odpocząć bez tłumów turystów. Plaże są czyste, jednak kamieniste – ale kto nie marzy o naturalnym masażu dla swoich zmęczonych stóp i to jeszcze nad Morzem Czarnym? W Kobuleti znajdziecie wszystko czego może turysta potrzebować – są kantory, małe knajpki ładnie położone nad brzegiem morza itd itd… ale stop my nie przyjechaliśmy odprawiać tu plażingu! Ja polecam długie nadmorskie spacery, wyjście na lokalne molo i piknik na plaży pod wieczór, gdy już nie ma turystów. Można wpatrywać się w toń wody, obserwować fale i marzyć o dalekim rejsie po horyzont. Spokój morza, cisza, bliskość przyrody i przyjemne, rześkie powietrze otwierają umysł, rodzą myśli i przemyślenia, których ciężko jest nam usłyszeć w zabieganym świecie… Blisko natury, bez pośpiechu i gwaru miasta – to najlepszy odpoczynek:)

Spokojne, piękne morze w Kobuleti

...Kobuleti

Nowy przyjaciel

Czekamy na zachód

Trochę się bał

Kolejną naszą destynacją stało się Batumi. Wielu z Was pamięta pewnie słowa piosenki Filipinek:

„Batumi, ech Batumi
Herbaciane pola Batumi
Cykadami dźwięczący świt
Świadkiem był szczęścia chwil…”

Dziś, po herbacianych polach nie ma ani śladu. Interes trzeba było zamknąć, bo stał się nieopłacalny dla lokalnych rolników. Możemy trafnie pewnie przypuszczać, że to za sprawą chińskiej ekspansji… Cykady jednak usłyszycie!

Deptak w Batumi

Batumi

Mmm pyszności - gruzińskie chaczapuri

Ulubione pieczarki ze słonym serem

Zachód cz. 1

Zachód cz. 2

Zachód cz. 3

Wybrzeże w Batumi nocą

Batumi to mekka dla turystów, miejsce bardzo komercyjnie przemyślane i przygotowane pod zachodni rynek. Bliskość Turcji można poczuć na każdym kroku – wiele barów z tureckim jedzeniem, samochodów z tureckimi rejestracjami i turystów z tego kraju. Od początku nie spodobało mi się i nie chciałam wiele czasu tam spędzić. Głównym naszym celem był zakup namiotu, co udało nam się z pomocą młodych Gruzinów zrobić. Namiot nawet nie niskiej klasy, za to za nie małe pieniądze, ale cóż zrobić skoro do dyspozycji mieliśmy tylko sklep wędkarski.

Medea ze złotym runem... BatumiMedea ze złotym runem w centrum Batumi

Kościół ormiański... Jedyny w Batumi kościół ormiański

W środku znajdują się piękne ikonyW środku znajdują się piękne ikony

wnętrze

W okolicach Batumi (tylko 9 km na płn-wsch od centrum miasta) znajduje się bardzo stary Ogród Botaniczny. Założony w 1912 roku przez rosyjskiego botanika, dziś zadziwia bujną przyrodą. Usytuowany jest na urwistym brzegu morza, na którego wzgórzach rosną tysiące egzotycznych gatunków roślin z niemal wszystkich stref klimatycznych świata! Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć z ogrodu, ponieważ zastała nas ogromna (może typowa dla takich tropików) ulewa.

Ogród Botaniczny

Egzotyka w pełni

Ogród Botaniczny... Batumi

Ogród Botaniczny... Batumi

Z kupioną zdobyczą, czyli nowym namiotem jedziemy stopem do bardzo małej miejscowości Ureki, słynącej z magnetycznych piasków. Co to za piaski i czemu takie słynne? A no ponoć mają właściwości zdrowotne. Magnetyt zawarty w piasku wykazuje niecodzienne właściwości, które polecane są osobą z chorobami m.in. układu krążenia, naczyń i serca. Ile w tym prawdy, ile promocji – tego nie wiemy, jednak miejscowość jest bardzo przyjemna, spokojna, z czarnym leczniczym piaskiem;)

Czarne piaski... Ureki

Poranny spacer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *