Zaśnieżone Goris

Zima odwiedziła nas wczoraj. Na początku słyszeliśmy delikatne głosy mieszkańców, które wspominały, że niedługo spadnie śnieg, że zima już tuż tuż, jednak podchodziliśmy do tego z dystansem. A tu nagle… budzimy się rano, przecieramy oczy ze zdumienia – bo przecież jeszcze dzień wcześniej świeciło słońce i cieszyliśmy się piękną jesienną aurą – a dziś bialutki puch pokrywa dachy sąsiadów, zasypał kurnik u naszego gospodarza, pomalował góry na zimny biały kolor, a to wszystko w jedną noc!

Goris zimą…

Zaśnieżone Goris 01

Dzieci lepiące bałwana

Zaśnieżone Goris 02

Nie zastanawiając się długo, czym prędzej przygotowaliśmy ciepłe ubranka i wybraliśmy się w góry na krótką wycieczkę, aby uwiecznić piękne zimowe krajobrazy.

Zaśnieżone Goris 03

Trasa naszej wycieczki biegła w odwrotnym kierunku niż zazwyczaj – zawsze pokonywaliśmy drogę w kierunku cmentarza, aby potem skręcić w kierunku ogromnych wapiennych ostańców, które kształtem przypominają uśpionych rycerzy strzegących starego miasta tzw. Old Goris, ale o tym szerzej opowiemy w oddzielnym wpisie. Tak, więc dzisiaj udaliśmy się trasą dłuższą, ale bardziej widokową. Spacerując po miękkim, szeleszczącym pod stopami śniegu zostawialiśmy za sobą zasypane Goris.

Zaśnieżone Goris 04

Pogoda w Armenii, a szczególnie tutaj bardzo szybko się zmienia. Pierwsze pół godziny naszej wycieczki upłynęło w zacisznym klimacie zimowego krajobrazu. Tymczasem już po chwili dopadła nas ogromna śnieżyca, zasypująca wszystko dookoła, jednocześnie bardzo utrudniając spacer. Jednak idąc dalej w górę, ujrzeliśmy piękne szczyty wysokich gór, które już tuż za zakrętem nagle nam się ukazały.

Zaśnieżone Goris 05

Zaśnieżone Goris 06

Nie przejmując się pogodą chcieliśmy dojść aż do przełęczy, która jest punktem oddzielającym z jednej strony wejście na szczyt Last, a z drugiej przejście na trasę widokową, którą my zmierzaliśmy. Wracając do pogody, zawierucha szybko ustała, a my nagle zauważyliśmy małe okienko, które utworzyło się pośród ogromu chmur na niebie, z którego zaczęło wyglądać słońce. Na niebie rozpoczynał się swoisty spektakl – ciemne chmury krążyły po niebie coraz szybciej, wznosząc się coraz wyżej i odsłaniając zachmurzone miasto. Słońce w tym czasie też nie próżnowało – ogrzewało nam coraz mocniej nasze zmarznięte policzki, co dodawało nam otuchy i nadziei, że pogoda jeszcze się poprawi i zobaczymy oddalone od nas o parędziesiąt kilometrów wysokie wierzchołki. Błękitne okno pogodowe powiększało się z każdą chwilą, pokazując nam nowe elementy na horyzoncie. Najpierw dostrzegliśmy telestację, która jest posterunkiem tutejszej służby wojskowej, potem zza chmur wyłaniały się po kolei okoliczne szczyty – najpierw te bliższe – dobrze nam znane z codziennych spacerów, a następnie te najdalsze, tuż przy granicy z Nachiczewanem (eksklawą Azerbejdżanu).

Zaśnieżone Goris 07

Schodząc podziwialiśmy piękne widoki i z radością na twarzy biegliśmy do ciepłego domu na pyszną herbatę, którą od paru dni parzymy w nowym zwyczaju – dodając do esencji herbacianej pałeczkę cynamonu, (w tutejszych sklepach jest bardzo tania i łatwo dostępna) która zmienia smak przygotowanego naparu i jest swoistym ogrzewaczem na zmarznięty organizm. Polecam!

 

Zaśnieżone Goris 08

W ciepłym, cynamonowym nastroju zapraszam do galerii poniżej 🙂

Zaśnieżone Goris 09

Zaśnieżone Goris 10

Zaśnieżone Goris 11

Do następnego wpisu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *