Chor Wirap z najpiękniejszym widokiem na Ararat


Na Chor Wirap już dawno czekaliśmy. Jego widok ukazywał nam się zawsze, gdy jechaliśmy w stronę Erywania. Często za mgłą, za chmurą lub wielkim deszczem. Nigdy nie było okazji, aby przyjrzeć mu się bliżej. Jakiś czas temu w końcu udało nam się odwiedzić klasztor Chor Wirap z najpiękniejszym widokiem na świętą górę Ararat.

Pierwszy widok na klasztor Chor Wirap

Choć sucho to wiosna w pełni... Chor Wirap

Pierwsze sianokosy... Chor Wirap

Ci panowie chcieli nas wystraszyć... Chor Wirap

Na przeciwko Araratu.... Chor Wirap

Ormiański cmentarz... Chor Wirap

Ararat to góra biblijna, na której kiedyś spoczęła Arka Noego w czasie Potopu. Główny wierzchołek Araratu posiada wysokość 5137 m n.p.m. Góra, choć leży na terytorium Turcji odgrywa szczególne znaczenie w życiu Ormian. Po pierwsze, leży na dawnych historycznych ziemiach ormiańskich, które teraz znajdują się już po drugiej stronie granicy. Po drugie, od wielu lat motyw świętej góry Ararat pojawia się w literaturze i sztuce. O Araracie stworzono piękne pieśni, wręcz narodowe, które mają bardzo wyniosły charakter. W Armenii spotkamy wiele produktów pod marką Ararat – popularny koniak Ararat, wino, papierosy czy też konfitury. Dosłownie wszystko tu jest Ararat, ot taki sentyment.

Dziś nie udało zobaczyć się Araratu w pełni... Chor Wirap

Nie codziennie można ujrzeć Ararat w pełnej krasie. Z uwagi na wysokość, szczyt bardzo często otulają chmury. Nawet przy pięknej, gorącej pogodzie (na skutek zjawiska inwersji) nad szczytem tworzy się mglista powłoka, która zasłania cały Ararat. Górę można również obserwować z Erywania, z samego szczytu Kaskad. Tym razem, gdy byliśmy blisko Araratu nie udało nam się zrobić mu pięknego zdjęcia, tylko to co widzicie wyżej.

Klasztor Chor Wirap jest bardzo starym zabytkiem, bo pochodzi aż z IV wieku! Został wybudowany na terenie bardzo antycznej stolicy Armenii – Artaszatu. Według legendy w klasztorze więziony był święty Grzegorz Oświeciciel. Postać to bardzo ważna dla Ormian z uwagi na fakt, że dzięki niemu Armenia przyjęła, jako pierwsza na świecie chrześcijaństwo (było to w 301 roku). Dziś jest to miejsce pielgrzymek dla Ormian z całego świata.

Klasztor usytuowany jest na wysokości ponad 1000 m n.p.m... Chor Wirap

...Chor Wirap

Klasztor wykonany z wulkanicznego tufu... Chor Wirap

Widok na cały kompleks... Chor Wirap

Mogiły księży i ich rodzin... Chor Wirap

Nazwa Chor Wirap oznacza „głęboki dół”. Nawiązuje do czasów, gdy w III wieku rządził tu okrutny i prześladujący chrześcijan król Tyridates III. Uwięził on w głębokim dole Grzegorza i przetrzymywał go przez ponad 13 lat. Świętego Grzegorza dokarmiała kobieta i tylko dzięki temu przeżył w takich warunkach.

Pięknie zachowane freski... Chor Wirap

... Chor Wirap

...Chor Wirap

Na króla Tyridatesa spadła klątwa w postaci choroby psychicznej. W tym samym czasie jego siostra doznała boskiego objawienia, w którym to św. Grzegorz uzdrawia okrutnego króla. Istniał jednak jeden warunek, aby do tego doszło – król oraz jego poddani mieli przyjąć chrześcijaństwo. I tak też się niebawem stało – w 301 roku Armenia zostało krajem chrześcijan, a Grzegorz pierwszym Katolikosem (patriarcha kościoła). Do dnia dzisiejszego, w piwnicach klasztoru, można zwiedzać miejsce, gdzie przetrzymywany był św. Grzegorz.

Na pierwszym planie najstarsza część klasztoru... Chor Wirap

Piękny, zadbany wąs... Chor Wirap

Jak dojechać?

Prostym sposobem na dostanie się do Chor Wirap jest dojazd autobusem z Erywania. Najpierw udajemy się na stację metra Sasuntsi David, obok której jest postój autobusów i marszutek. Stamtąd do Chor Wirap odjeżdża stary, żółty autobus. Koszt przejazdu to tylko 350 AMD. Wielu taksiarzy będzie wam mówić, że nie istnieje taki autobus itp., że musicie wziąć taxi, ale nie wierzcie im. To połączenie działa i ma się dobrze. Autobus jeździ parę razy dziennie: o 9:00, 11:00 i 14:00. Ostatni powrotny odjeżdża ok. godziny 15, ale oto musicie się dopytać, bo dokładnie nie pamiętam. Udanej wycieczki!

Podaj dalej... Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *